MIARKA SIĘ PRZEBRAŁA
Czyli utopijna wizja świata bez kobiet w III aktach z Epilogiem
autorstwa Tomasza Kemota.
OSOBY:
Pan1 - P1
Pan2 - P2
Kobieta1 - K1
Kobieta2 - K2
Poeta
Filozof upodlony - F
Sędzia1 - S1
Sędzia 2 - S2
Sędzia 3 - S3
Pan1 to mężczyzna w średnim wieku, elegancki, ciężko pracujący urzędnik państwowy, niczym szczególnym się nie wyróżnia, wiecznie ubrany w szary garnitur, białą koszulę i czerwony krawat. Pan2 to mężczyzna również w średnim wieku, bardzo podobny do Pana1, tak jak on jest szarym, przeciętnym pracownikiem jakiegoś państwowego organu; Pan2 nosi niebieski krawat i to jedyna różnica w ich ubiorze. Poeta to piękny, rosły młodzieniec, nie mający jeszcze żadnego dużego doświadczenia, z charakteru stereotypowy fircyk i bard jakich wielu niegdyś krążyło po Europie. Kobieta1 to żona Pana1, gospodyni domowa, ciężko pracuje, nie wychodzi często z mieszkania, dlatego ubrana jest w czerwony fartuch, czerwone, gumowe rękawice, wiecznie chodzi ze szczotką do wycierania kurzu. Kobieta2 to żona Pana2, ubiera się tak samo jak Kobieta1, ale nosi niebieski fartuch i niebieskie, gumowe rękawiczki; jej atrybutem będzie wałek. Sędziowie to trzej sędziwi mężczyźni, z których winna wręcz emanować mądrość i sprawiedliwość. Filozof to postać starca zmęczonego życiem, pesymisty czekającego z utęsknieniem na śmierć, który jest wiecznie upokarzany, aczkolwiek ma niesamowitą wiedzę, mądrość i doświadczenie.
AKT I
AKT I, SCENA 1
(Akcja dzieje się w jednym z pokojów w mieszkaniu Pana1. jest to typowo urządzony pokój, bez żadnych wyróżniających się mebli. Na środku od strony widza stoi tapczan, po jego lewej stronie stoi stół z dwoma krzesłami, a po prawej fotel, stolik, na którym leżą talerze oraz duża lampa stojąca. Pan1, zataczając się wchodzi z lewej, usiłując za wszelką cenę zachować ciszę. Kobieta1 siedzi w fotelu, przy zapalonej lampie, z szczotką do kurzu na kolanach. Najwyraźniej czekała na męża. Pan1 potyka się z rumorem o stół.)
P1 - (W tej scenie Pan1 mówi jak pijak, niewyraźnie wymawiając niektóre głoski.) O choroba!
(Kobieta1 otwiera oczy, widzi męża i zrywa się na równe nogi.)
K1 - (Bierze talerz i rzuca nim w Pana1, na szczęście nie trafiając. Krzyczy.) Gdzie ty się szwendałeś po nocy, skarpeto jedna! Czy ty wiesz, która godzina, parówko kaprawa?
P1 - (Słaniając się na nogach, sepleniąc przez zęby, "lekko" podpitym głosem. Po każdej jego kwestii powinien zostać rzucony talerz w Pana1.) Ależ żabciu! Doskonale wiem, która godzina! Piętnasta! (Talerz.)
K1 - Piętnasta!?! Trzecia w nocy, baranie jeden!
P1 - O! Dokładnie! Tylko cię sprawdzałem! To co się pytasz, skoro wiesz? Dobra, daj mi kapcie i... (Talerz.)
K1 - Ja ci zaraz dam kapcie, bęcwale jeden! Znowu piłeś! To już trzeci raz w tym tygodniu! Co ty sobie myślisz? Czemu ty pijesz!?!
P1 - (Mruczy pod nosem, jednak wystarczająco głośno by usłyszała go widownia.) Spójrz w lustro... (Talerz.)
K1 - Co tam jęczysz pod nosem?
P1 - Ze jestem kanalia. Żabciu! No, nie bądź zła! (Talerz.)
K1 - Nie mów do mnie żabciu! (Kolejny rzut talerzem. Tym razem trafiony. Nokaut. Pan1 bezwładnie osuwa się na podłogę bokiem do widowni, równolegle do tapczanu, na plecy. Kobieta1 widząc co zrobiła przerażona podbiega do Pana1, klęka przy nim, usiłuje ocucić; Bez rezultatu. W czasie wykonywania tych czynności mówi.) O Boże, co ja zrobiłam! Misiu, misiu! Oddychaj! (Zwłoki Pana1 zostają zawleczone w głąb sceny na tapczan, a na środek wychodzi Poeta. Światło za plecami poety powinno zostać przytłumione i skupione na Poecie tak, by Poeta stał się głównym punktem sceny. Po prostu skierować reflektor na Poetę, który deklamuje swój wiersz, gestykulując na wszystkie strony, chodzi wzdłuż sceny.)
Poeta -
Kobieta
Jest jak emerytowany atleta.
Twierdzi, że kalorie zbija,
A tak naprawdę cały czas słodycze wcina.
Przez to robi się niezwykle grubą istotą,
Jej ulubione słowo to oczywiście rissoto.
Zajada je całymi połaciami,
Nie licząc się nigdy z oszczędnościami.
Oszczędnościami, które zarabia,
Ciężko pracując mąż, eks - hrabia.
Bo był nim zanim go uwięziła,
Stukilowa baletnica (lecz wtedy nią nie była).
Żałuje teraz mężczyzna,
Że dał się złapać w sidła.
Żałuje tego każdy z nas,
Więc kończę póki czas.
AKT I, SCENA 2
(Park. Na środku sceny ławka, reszta w gestii reżysera. Z lewej strony wychodzi Pan1 z zabandażowaną głową, z prawej wychodzi Pan2, który ma nogę w gipsie i porusza się o kulach. Spotykają się przy ławce, na której siadają i zaczynają rozmowę.)
P1 - Witam Pana, proszę pana.
P2 - A dzień dobry!
P1 - Nie dla Pana jak widzę. Co się stało?
P2 - Ha, a cóż się mogło stać? Ożeniłem się... (Głośno wzdycha.)
P1 - Znam ten ból. (Wzdycha jeszcze głośniej. Dotyka głowy i jęczy z bólu.) Au!
P2 - A pan co? Czemu pan tak jęczy z bólu? Wpadł pan pod czołg? Kto pana tak urządził?
P1 - A jak pan sądzi? Kto byłby zdolny pobić takiego rosłego mężczyznę jak ja?
P2 - No, nie wiem. Ale sądząc po zadanych obrażeniach, to musiał pan spotkać nie lada przeciwnika. Może ktoś pana napadł? Tyle dzisiaj się słyszy o napadach rabunkowych. Napadli na pana?
P1 - Ha! A gdzie tam! Właśnie, że to nie był napad! To znaczy był, ale nie rabunkowy.
P2 - Ale kto tak pana urządził? Pokłócił się pan z jakimś bokserem zawodowym?
P1 - Panie! Jaki tam bokser! Żona mnie bije!
P2 - Więc pana też... (Obaj głośno wzdychają.)
P1 - Aj, mój drogi kolego. Co się dzisiaj dziej. Napadają cię w pacy, na ulicy a teraz nawet i w domu. Nie ma już litości dla biednych ludzi.
P2 - Święte słowa. Ale to wszystko wina kobiet, pragnę zauważyć.
P1 - Kobiet? Jak to?
P2 - No, to logiczne chyba.
P1 - Nie rozumiem.
P2 - A powinien pan. Przecież gdyby nie było kobiet, nie byłoby na świecie tylu zbrodniarzy, rabusiów i bokserów.
P1 - No tak, ale gdyby nie było kobiet to i nas by nie było.
P2 - A tam! Ja tu tylko mówię, że to ich wina, że wychowują takich złych ludzi, a pan od razu przechodzi do kwestii rodzenia. To naturalne, że ktoś musi rodzić, nie? ale kobiety po urodzeniu dziecka nie zajmują się nim, skupiając się na następnym, a maluch wychowuje się sam i wyrasta z niego zakała społeczeństwa.
P1 - Ależ drogi kolego! Przecież nie można sprowadzać kobiety do roli reproduktora ludzkości. Kobiet to też człowiek!
P2 - Panie kolego. Niech pan nie szasta słowami. Człowiek to istota myśląca, a niech mi pan pokaże myślącą kobietę. Ha! I co? Nie może pan tego zrobić! One nie mają czasu na myślenie. Są pochłonięte reprodukcją!
P1 - A ja i tak sądzę, że pan przesadza. Nie można tak traktować kobiet. One też mają uczucia.
P2 - (Wybucha śmiechem.) Ha, ha, ha. Uczucia?! To dlaczego ma pan obandażowaną głowę? Czyżby został pan spacyfikowany tą burzą uczuć pańskiej szacownej małżonki?
P1 - No, no, no. Bez takich. Siebie nawzajem nie szkalujmy.
Poeta - (Pojawia się i zachowuje tak jak w scenie 1. Za każdym razem, gdy się pojawia, reflektory skierowane są na niego, a światło w głębi sceny gaśnie. Ważne, by działo się tak za każdym razem, gdy się pojawia.)
Kobieta to nic złego,
Póki nie popełni się "grzechu" jakiego.
Ot, na przykład gdy się mężczyzna upije,
Od razu kobieta go pobije.
Lub gdy palnie jakieś głupie słowo,
Na przykład "Ty stara krowo",
To kobieta wtedy,
Nawrzeszczy na niego, a to i pół biedy!
Bo gdy się mocno zdenerwuje,
Strach myśleć co z faceta wypruje.
Lepiej jest więc się nie odzywać przy brutalnej kobiecie,
Jeśli nadal chcemy stąpać po kwiecistym świecie.
P1 - Mądrze powiedziane, nieprawdaż?
P2 - Prawdaż, prawdaż.
P1 - Ale wracając do tematu. Niech pan opowie jak ta pana żona mogła pana tak urządzić?
P2 - Oj, kochany. Wyobraź sobie, że siedzę sobie w domu i czytam gazetę...
AKT I, SCENA 3
(Pokój w mieszkaniu Pana2. Na środku sceny stół, a na nim telefon. Przy stole trzy krzesła. Po lewej od strony widowni kuchenka gazowa, zlewozmywak i Kobieta2 krzątająca się przy kuchence. Po prawej stoi duży fotel, a w fotelu Pan2 czytający gazetę i całkowicie tą czynnością pochłonięty. W pewnym momencie Kobieta2 odwraca się do męża i mówi.)
K2 - Woda!
P2 - (Pan2 odrywa wzrok od gazety i z niezrozumieniem w oczach patrzy na żonę.) Co?
K2 - No, woda!
P2 - Co?
K2 - No domyśl się!
P2 - (Pan2 wstaje, odkłada gazetę na fotel, podchodzi do zlewozmywaka i odkręca wodę. Patrzy na nią chwilę, po czym zwraca się do żony.) Jest czysta!
K2 - Boże! Woda! W czajniku! Czy się zagotowała!?
P2 - Nie mogłaś od razu!? Wiesz ile rzeczy mi się kojarzy ze słowem woda!?
K2 - No to trzeba było przemyśleć wszystkie skojarzenia!
P2 - Tak, jasne. (Pan2 wraca na fotel, lekko poirytowany zaistniałą sytuacją. Siada w fotelu, czyta gazetę. Po chwili, nie odrywając wzroku od gazety mówi do Kobiety2.) Telefon!
K2 - Co?
P2 - Telefon.
K2 - (Biegnie do telefonu i podnosi słuchawkę.) Halo? Halo?! HALO!?! Ejże! Nikt nie dzwonił!
P2 - No.
K2 - To o co chodzi ci z tym telefonem?
P2 - No, stoi sobie.
K2 - Co?
P2 - Dziwię ci się, że od razu na to nie wpadłaś. No bo w końcu ile to rzeczy mogło ci się skojarzyć z telefonem?
K2 - O ty! To tak mnie traktujesz? Poczekaj, zaraz cię nauczę! (Biegnie po wałek do kuchenki i rzuca się z nim na męża, który osaczony w fotelu usiłuje się osłonić gazetą przed ciosami. Po każdym ciosie jęczy.) Dowcipniś jeden! (Cios.) Żartów mu się zachciewa! (Cios.) A masz! (Cios.) A masz! To cię oduczy! (Cios.) A masz! (Cios.) A masz poczwaro! (Pan2 kuli się w fotelu, zasłaniając się nogami. Kobieta2 bije w nogi.) A masz! (Cios.) I czemu mi to robisz?! (Cios.) Czemu?! (Cios.) Nie masz dla mnie żadnej litości?! (Cios.) Żadnej?! (Cios.) Czy nie widzisz, że ja już nie mam do ciebie sił?! (Cios.) Jestem schorowana (Cios.), zmęczona (Cios.) i mam już dosyć tego wszystkiego! (Cios.) Czy ty tego nie widzisz?! (Cios. Cios. Cios. Po tej serii Pan2 opada bezwładnie na fotel, Kobieta2 nadal go bije wałkiem. Na scenę wbiega czterech panów z obsługi technicznej; dwóch z nich przytrzymuje Kobietę2, która wciąż usiłuje bić męża. Dwóch pozostałych wynosi Pana2 ze sceny.)
AKT I, SCENA 4
(Scenografia taka sama jak w scenie 3 aktu I. Pan1 i Pan2 siedzą na ławce i rozmawiają.)
P2 - I właśnie w ten sposób trafiłem do szpitala, skąd wyszedłem wczoraj.
P1 - Teraz już w pełni rozumiem pana awersję do kobiet, ale nadal jej nie pochwalam.
P2 - Czy naprawdę pan nie widzi tego całego babskiego zła, deprawacji i ciemnogrodu? Czy nie doświadczył pan sam okrucieństwa kobiety? (Tu lekko stuka palcem w obandażowaną głowę Pana1. Ten jęczy.)
P1 - Au! Dobrze, rozumiem! Ale nie wierzę, że wszystkie kobiety są takie same! Tego mi pan nie wmówi.
P2 - Ależ są! Wszystkie! Wszyściusieńkie! Co do joty! Różni je tylko wygląd, a i to nie zawsze. Słowo honoru!
P1 - A pan skąd to może wiedzieć? Przecież nie widział pan wszystkich kobiet, a tym bardziej nie poznał ich charakterów.
P2 - Ale znam moją żonę. No i pańską też.
P1 - Fakt. Ale to tylko dwie kobiety! A na świecie jest ich mnóstwo! I jakoś nie chce mi się wierzyć, że wszystkie są takie złe i okrutne jak pan mówi.
P2 - Bo są.
P1 - A na przykład matka Teresa z Kalkuty? Ona też jest zła? Przecież ona jest uosobieniem dobra! Jego personifikacją! Dobrem wcielonym!
P2 - A dlaczego została zakonnicą? Żeby pomagać innym? Nie! Ona się po prostu ukryła przed swymi kochankami! Zostawiła ich - biedaków - na pastwę losu. Zostawiła tyle złamanych serc. I to ma być miłosierdzie?
P1 - Ach! Pan fantazjuje. Nigdy nie uwierzę w taki stek bzdur.
P2 - No, dobrze. Przesadziłem. Może i matka Teresa jest dobra ale niech pan pamięta "exceptio confirmat regulam" - wyjątek tylko potwierdza regułę! A jest jeszcze mnóstwo przykładów na złe kobiety! Ot na przykład Monica Lewinsky, caryca Katarzyna II, Adolf Hitler czy Sydonia!
P1 - Ale przecież Hitler był mężczyzną.
P2 - Oh, to tylko plotki. Czy pan naprawdę wierzył, że mężczyzna mógłby tak skłócić Europę?
P1 - A wie pan, zawsze podejrzewałem, że coś mi w nim nie pasowało. Tak, te wąsy! Zawsze te same! Czyżby były sztuczne?
P2 - Tak. Hitler musiała dbać o swój image. A czy żołnierze poszliby za nią w bój gdyby była kobietą? Nie. A wąsy dodawały jej charyzmy. I widzi pan co zrobiła z Europą... ba, z całym światem w przeciągu kilku lat? Jedna kobieta, jedna Hitler, a skutki jej zbrodni widać do dziś.
P1 - Cóż. Może i ma pan rację, ale nadal nie wierzę, ze wszystkie kobiety są takie jak Hitler.
P2 - A czy gdybym pokazał panu i udowodnił, że wszystkie nieszczęścia tego świata są spowodowane przez kobiety, to czy wtedy uwierzy mi pan, że wszystkie kobiety są złe?
P1 - Ale to niemożliwe...
P2 - Tak czy nie?
P1 - Jeśli mi pan to udowodni w jakiś logiczny sposób... tak, myślę, że wtedy bym uwierzył.
P2 - A więc zgoda! A więc ad rem - jak mawiali starożytni Rzymianie! Proszę za mną.
(Obaj wstają i wychodzą na prawo. Pojawia się Poeta.)
Poeta -
Stwierdził pewien zniewieściały myśliciel,
Że kobietę stworzył Stworzyciel,
Że kobieta to istota lepsza od mężczyzny,
Potrzebna mu aby mógł w szczęściu dożyć siwizny.
Ale pomylił się nasz myśliciel,
Ten co twierdził, że kobietę stworzył Stworzyciel,
W swych obliczeniach zagmatwanych,
Albowiem kobiety to błąd nieprzemyślany.
Bo kobiety stworzono by mężczyznom zdominowały życie,
I wcale nie muszą robić (i nie robią) tego skrycie.
Bo gdy niewiasta traci argumenty,
A mężczyzna twardo wrzuca jej błagania w swej myśli odmęty.
Ucieka się ona do brutalnej przemocy,
Przed którą mężczyzna nie broni się w swej tolerancyjnej niemocy.
A tak naprawdę mężczyzna myśli,
I jestem pewien, że prędzej czy później swe myśli ziści:
"Poczekaj kobieto, ja ci jeszcze pokażę,
gdzie ja mam twoją upragnioną władzę!
Co myślę o twoich ambicjach!
Toż to przez nie była prohibicja!
Pierwsza i druga wojna światowa,
Cholera, tyfus i wszelka inna choroba,
Cała pesymistyczna historia jest długa,
I wszystko to wasza zasługa!
A sługą istot tak podłych,
Może zostać tylko mężczyzna szczodry.
Żaden inny osioł, inny zwierz,
Nigdy się babom nie podda - na słowo me uwierz!
Bo zwierzęta nie są głupie, nie one rozsądek mają,
I w przeciwieństwie do nas często go używają."
(Kurtyna. KONIEC AKTU I.)
AKT II
AKT II, SCENA 1
(Ulica. Jak zostanie urządzona leży w gestii reżysera. Na środku sceny siedzi na ziemi Filozof. Ma zamknięte oczy i siedzi nieruchomo. Pan1 i Pan2 wychodzą z lewej strony i wolnym krokiem zbliżają się do Filozofa.)
P2 - O! Nie musieliśmy daleko chodzić. Ten człowiek wygląda na takiego, co nie raz doznał okrucieństw od kobiet. (Podchodzą do Filozofa.) Przepraszam pana.
F - Nie ma mnie dla nikogo.
P2 - Ale ja mam pytanie. (Nie widząc żadnej reakcji ze strony Filozofa kontynuuje.) Co się panu przytrafiło? Kto pana doprowadził do takiej nędzy? Czy to wina kobiety?
F - (Dopiero, gdy usłyszy słowo "kobieta" otwiera oczy.) Kobieta? Czy pan powiedział kobieta?
P2 - (Patrzy znacząco na Pana1.) Tak.
F - A więc niech pan nie klnie przy tak starej osobie jak ja.
P1 - Niech mi pan wybaczy naszą ciekawość, ale co kobieta panu zrobiła, że traktuje je pan jak przekleństwo?
F - (Spogląda na Pana1 i Pana2, wstaje i zaczyna opowiadać, przechadzając się po scenie. Pan1 i Pan2 stoją na środku sceny obserwując Filozofa.) To było tak - żyłem, choć nie byłem tym, kim bym być chciał. Chciałem być kimś, kto żyje by dążyć do celu, by dążyć do szczęścia i radości z istnienia. Bardzo tego chciałem, powiem wręcz, iż nadal tego chcę, ale życie sprawiło niestety, że jestem tym, kim jestem. A kim ja jestem? Nie wiem. Wiem za to kim nie jestem. Wiem, że nie jestem człowiekiem, nie jestem nawet jednym z was. Nie jestem też bogiem, nie jestem szatanem, choć mówią, że jestem. Jestem zły. Nie znam świętości, nie znam uczuć innych niż zwątpienie, smutek, żal, rozczarowanie i nienawiść. Nie żyję po to, by służyć innym, ale po to, by inni służyli mi. Nie chcę być zły. Myślę, że nigdy tego tak do końca nie chciałem. Ale odkąd stałem się istotą myślącą, która widzi zły świat, nie potrafię być inny niż on. Nie opowiadam się za żadną stroną, nie angażuję się w sprawy ludzi. Sądzę też, że nie ma wielu ludzi inteligentnych i myślących na świecie, bo inteligencja i myśl to rzeczy dobre, a na dobro nie ma miejsca w świecie. Uważam, że każdy człowiek jest pozbawiony inteligencji, każdy człowiek jest głupi. Głupota to upośledzenie ludzkości. Głupota to rzecz, która mnie otacza. Jest wszechobecna. Jak Chińczycy. Dlatego ja nie jestem człowiekiem. Ja po prostu jestem. (Przystaje. Zamyśla się głęboko. Skupia się jakby chciał sobie coś przypomnieć.) A panowie czekacie na moją historię! Wybaczcie, miejcie szacunek dla wieku. Ad rem, ad rem, jak mawiają. Kiedyś, pamiętam, byłem wtedy młody, miałem swe życie. Miałem rodzinę. Ale poznałem ją. Kobietę. (Spluwa.) Tfu! To było przekleństwo. Poznałem ją 31 sierpnia 1939 roku. Pokochałem ją szczerze i z oddaniem. A ona co zrobiła? Zrujnowała mi życie. Byłem żonaty, więc w tym również moja jest wina. Ale, na Apolla, czemu mnie w sobie rozkochała? Zaledwie przysięgliśmy sobie miłość wybuchła wojna. Czy panowie rozumiecie?! To była moja wina! To ja rozpętałem drugą wojnę światową! Nie wiem czy było to przeznaczenie, fatum czy coś innego. Ale to przeze mnie zginęły miliony osób, to przez moją głupotę i za to, że zdradziłem moją żonę wybuchła najgorsza zaraza na świecie - wojna. Nie mogłem żyć z tą świadomością, że to nie ja, tylko miliony cierpią za mnie. Opuściłem więc dom rodzinny i od tamtej pory pokutuję za tą hańbę, rozgłaszając wszystkie cnoty, w jakie winni być obleczeni wszyscy mężczyźni! Taka jest ma historia, która trwa już 50 lat. Cierpię przez kobiety, dlatego ich nienawidzę. To przez nie wybuchła wojna panowie. Uważajcie na kobiety. Uważajcie. (Siada na środku sceny i zamyka oczy. Jest w takiej samej pozycji jak go poznaliśmy.)
P2 - I co pan na to?
P1 - To żaden dowód. To przecież nie jego wina, że wybuchła wojna. To nie była przecież kara boża. Nie ma czegoś takiego jak kara boża. Na, a przy najmniej nie w tym świecie. (Patrzy w niebo.) Chyba.
(Nagle z prawej strony wybiega mały chłopiec, który przebiega scenę i znika z lewej strony. Za nim wybiega jakiś mężczyzna z laską w ręku, zatrzymuje się tuż po wkroczeniu na scenę i woła za chłopcem.)
Mężczyzna - Poczekaj no, huncwocie! Ukraść mi jabłko tak prosto ze straganu! Co za urwipłoć! A nich go piorun trzaśnie! (Słychać grzmot i krzyk dziecka. Sprzedawca wycofuje się ze sceny drogą, którą się na niej pojawił, a więc wychodzi na prawo.)
P2 - Och, widzę jeszcze jednego delikwenta! Zobaczymy, co on sądzi o kobietach. (Na scenę wchodzi Poeta z zabandażowaną głową. Tym razem światła nie skupiają się na nim od razu.) Przepraszam panie kolego, przepraszam. Mam pytanie. Czy mógłby pan nam powiedzieć czy spotkało pana coś dobrego ze strony kobiet?
Poeta - (Powinien być na środku sceny. Reflektory skupione na nim. Zaczyna recytować.)
Drogi panie! Drogi kolego!
Co dzień spotyka mnie od nich coś wręcz przeciwnego!
Drogi panie! Drogi kolego!
Odkąd ją poznałem nie boję się samego złego!
Niegroźna mi lewatywa, nie groźne mi bitwy, walki,
Odkąd zobaczyłem ją "in flagranti".
To było, jakby to rzec, ponad me siły.
Ledwom ją ujrzał, proszę mogiły!
Po prostu nie sądziłem, że ta sukienka
Może chować w sobie tyle cielska.
Ja wiem, że jestem niedoskonały,
Ale przy niej czuję się pełny chwały!
Jest większa ode mnie ze dwa razy,
I zawsze na obiad zjada dwie zupy wazy.
Sądziłem, że rosnąć przestanie,
I co? I jutro zmieniamy mieszkanie.
Żona zajmuje mi trzy pokoje
I jeszcze chce jeden na swe stroje:
Od mercedesa pokrowiec zielony,
Namiot harcerski kupiony za talony,
To są jej suknie, a ma jeszcze inne "fatałaszki".
W sumie jej stroje zajęłyby Kanał Panamski!
Ale drogi panie! Drogi kolego!
Błąd jeden popełniłem dnia pewnego,
Bo o mych wątpliwościach żonie powiedziałem,
Za co z domu przez okno wyleciałem.
Żona w furię wpadła,
Powiedziała, że nie jest ogromna, choć ma trochę sadła,
Po czym w akcie wściekłości i ferwory,
Wzięła mnie w swą dłoń i wyrzuciła z domu.
Mieszkamy na trzecim piętrze, pod domem ulica,
Dlatego, moi drodzy, nie poznajecie mego lica.
Tak, kochani. To ja poeta! Ej, nie martwcie się tak! Przeżyłem ten upadek przecie,
A chirurdzy twierdzą, że jest coraz lepiej.
Rany! Cóż za tętent słyszę. Nie wierzę! To nie ona być może.
Ale ten tętent! Ratujcie mnie wielmoże!
Wiem, że poeta uciekać powinien!
Ale chcę was pożegnać tym oto aleksandrynem:
Małpy na drzewach jedzą banany,
A kobiety to twór nieprzemyślany.
(Poeta wybiega na prawo.)
AKT II, SCENA 2
(Scena jest pusta. Poeta wychodzi z lewej strony. Z poważną, kamienną twarzą wychodzi na środek i podniosłym uroczystym głosem recytuje.)
Poeta -
Drodzy widzowie, kochani słuchacze!
Posłuchajcie przez chwilę jak biedny poeta płacze.
(Słychać za kulisami bardzo głośny płacz, wręcz wycie. Poeta niewzruszony dalej ciągnie.)
Płaczę nad swym marnym losem,
Od samego urodzenia napiętnowanym chaosem.
Już jako dziecko wpadłem w łapy kobiet,
I to o nich napisałem mój pierwszy sonet.
Po krótkiej refleksji, gdy byłem młodzieńcem
Zrozumiałem, że myliłem się co do nich wielce.
Nie widziałem - ja młody, ja głupi,
Że kobiety to banda szkarłupni.
Wtedy, w pięknych, acz zmarnowanych, latach młodości
Myślałem tylko o zaletach ich powierzchowności.
Ich piękne ręce, oczy, nogi, biodra...
(Poeta przerywa jakby się zamarzył, ale zaraz przywołuje się do porządku.)
Ale to tylko natura była dla nich szczodra.
Wnet swoje błędne poglądy zrozumiałem,
Gdy tylko w jednej z nich się zakochałem.
Ach, moi mili, cóż to za miłość była...
(Poeta znowu przerywa jakby się zamarzył, ale zaraz przywołuje się do porządku.)
Ale wnet szybko się skończyła.
Zbyt wcześnie, zbyt boleśnie
Zostałem napiętnowany szpetnie.
Blizna na mym wrażliwym sercu się wyryła,
Parę miłych chwil w mej młodej głowie zostawiła.
Nie pomogły me prośby, me błagania
Zostawiła mnie dla innego drania!
Do dziś nie wiem jak to zrobiłem,
Że przy życiu nas oboje zostawiłem.
(Od tego momentu zaczyna stopniowo podnosić głos.)
Ale do dziś kocham tą jedną, tą jedyną,
Tylko ona będzie na zawsze mą miłą.
I mimo iż z tamtych wspomnień wszystko mi podagrą,
(KRZYCZY!!!)
Wiedz, że tyś mą jedyną, Pelagio!
(Uspokaja się.)
Dziś, gdy godzina śmierci mej bliska,
A zginę z rąk babskiego cielska,
Chcę przekazać wszystkim mężczyznom obecnym na sali,
Że kobieta cały wasz świat zawali.
Żegnajcie, moi mili,
Nigdy nie zapomnę tej wzniosłej chwili,
Klaszczcie! Ma sztuka skończona!
Pozwólcie mi umrzeć jak przystało na syna Apollona!
(Przez scenę przelatuje cień. Światło gaśnie, słychać krzyk. Światło się zapala, na scenie leży martwy Poeta. Z lewej strony wychodzą Pan1 i Pan2 patrząc się na zmianę raz w górę, raz na ciało Poety.)
P1 - O Boże! Widział pan?
P2 - Tak.
P1 - Czy to była kobieta?!?
P2 - Obawiam się, że tak.
P1 - Niesamowite.
P2 - Czy to już panu wystarczy? Czy też muszę jeszcze wycierpieć więcej, aby panu udowodnić jakie kobiety są naprawdę?
P1 - W sumie widziałem już naprawdę wiele, ale...
P2 - ... ale to pana nie przekonało, prawda? Cóż, dobrze więc. Zapraszam pana do sądu.
P1 - Co?! Ale ja przecież nic nie zrobiłem!!!
P2 - Pan nie, ale ona (Pokazuje na niebo.) zrobiła. (Pokazuje na ciało poety.)
(Kurtyna. KONIEC AKTU II.)
AKT III
AKT III, SCENA 1
(Sala sądowa. Po lewej i prawej stronie ławy wypełnione mężczyznami w czarnych togach. Na środku wysokie biurko, po jego lewej, patrząc od widowni, strony stoi małe krzesło dla oskarżonej. Wszyscy panowie w togach rozmawiają szeptem, daje się we znaki ogólne podniecenie. Pan1 i Pan2 też są obecni na sali, siedzą na prawej ławie, najbliżej widowni. Szmery się wzmagają, gdy na salę zostaje wprowadzona Kobieta3, która zostaje posadzona na małym krzesełku. Po chwili na scenie pojawia się trzech sędziów, którzy kierują się w stronę biurka. Szepty milkną, wszyscy wstają. Sędziowie siadają za biurkiem, wszyscy również siadają. Rozpoczyna się proces.)
S1 - Zebraliśmy się tu, aby wydać sprawiedliwy wyrok na tą oto kobitę - Pelagię K., która dopuściła się stawianych jej zarzutów, na co wskazują zebrane przez nas dowody.
K3 - Ależ, o co wam chodzi?!?
S2 - Proszę się nie odzywać, gdy sąd o to nie prosi. Pani powinna zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji. Niesubordynacja tylko pogorszy pani, i tak już bardzo trudne, położenie.
S1 - Kontynuując. Musi pani widzieć, iż reprezentuje tutaj swój rodzaj. To znaczy kobiety.
S2 - Dokładnie rzecz biorąc to reprezentuje pani wszystkie kobiety świata i od pani zależy dalszy ich los.
K3 - Ale, ale, ale... to jakaś pomyłka!
S1 - Proszę o ciszę!!!
S3 - Chwileczkę. Czy sugeruje pani, że sąd się myli?
K3 - (Nie wie o co chodzi. Zaczyna jakieś zdanie, ale sędzia jej przerywa.) No...
S3 - Świetnie! Słyszeliście? Powiedziała "no"! Potwierdziła! Panie protokolancie, proszę wpisać do jej akt zarzut obrazy sądu najwyższego.
K3 - Ależ, ale!
S3 - ... i naganę za brak dyscypliny.
S1 - Dobrze. A więc do rzeczy! Czy przyznaje się pani do stawianych jej zarzutów?
K3 - Jakich zarzutów? Przecież ja nic nigdy nikomu w życiu nie zrobiłam!
S1 - Czy ma pani męża?
K3 - Tak...
S2 - A kiedy widziała go pani po raz ostatni?
K3 - Dziś rano, gdy wychodziłam do pracy.
S3 - A czy nie spotkała go pani przypadkiem dziś po południu?
K3 - Nie.
S1 - A czy nie zabiła go pani przypadkiem dziś po południu?
K3 - Ja?! W życiu nie skrzywdziłabym karalucha, a co dopiero mojego męża.
S2 - Zanotować do protokołu - porównuje mężczyzn do karaluchów. Kolejna obraza pod adresem partii.
S3 - A więc nie przyznaje się pani do morderstwa?
K3 - Nie, w życiu.
S3 - Nawet, jeśli są tu obecni świadkowie mordu, którego dokonała pani z zimną krwią na własnym, rodzonym mężu!?
K3 - Czy to znaczy, że... że mój misiu... nie żyje!?!
S1 - Proszę tu nie płakać, łzy nic pani nie pomogą. Więc nie przyznaje się pani do tego morderstwa?
K3 - (Szlochając.) Nie...
S1 - Oj, i po co tak oszukiwać. Przecież i tak mamy dowody potwierdzające pani zbrodnię. Zakrwawiony fartuch, takiż tasak i gumowe rękawiczki. Jak to pani wytłumaczy?
K3 - ... pracuję w rzeźni...
S2 - Ale motyw pani miała.
K3 - Panie sędzio! Jaki ja mogłabym mieć motyw! Przecież kochałam mego misia!
S3 - Motyw? Przecież on był pani mężem. To chyba wystarczający powód, żeby go zabić, nieprawdaż?
K3 - Ale... ale to przecież nie ja!
S1 - A więc jak wytłumaczy pani jego odciętą głowę, która odnalazła się w pani lodówce?
K3 - To nie głowa mego męża tylko łeb świni! Przecież zbliżają się święta. Planowałam zrobić z niego gulasz!
S1 - Twierdzi, więc pani... jak pani śmie! Pani podważa nieomylność najwyższego sądu! To, to hańba!
S2 - Do protokołu.
S3 - Ogłaszam pięciominutową przerwę w celu ustalenia wyroku. Proszę wstać.
(Sędzia uderza młotkiem, wszyscy Sędziowie wstają i wychodzą. Gdy wstają Sędziowie, wstają i Ławnicy, jedynie Kobieta3 siedzi ze spuszczoną głową. Sędzia3 zatrzymuje się przy niej, po chwili zwraca się do protokolanta, pokazując na siedzącą kobietę.)
S3 - Do protokołu.
(Sędziowie wychodzą. Na sali powstaje szum. Po chwili Pan1 i Pan2 wychodzą na środek sali i zaczynają rozmawiać.)
P2 - I co? Czyż nie widać, że jest winna?
P1 - Nie widać.
P2 - Kiedy pan wreszcie zaakceptuje fakt, że kobiety są powodem wszelkiego zła?! Ale poczekajmy jeszcze chwilę. Ciekawy jestem reakcji tej... kobiety na wyrok.
P1 - A ja chyba już wiem jaki ten wyrok będzie.
(Pan1 i Pan2 wracają na miejsce. Po chwili wchodzą Sędziowie, wszyscy wstają, Sędziowie siadają na swoich miejscach, a wraz z nimi reszta osób. Kobieta3 siedzi cały czas. Sędzi1 wstaje by odczytać wyrok.)
S1 - Proszę wstać, muszę odczytać wyrok.
(Na tą komendę wstają wszyscy. Oprócz kobiety.)
S1 - Ekhm... proszę, by powstała tylko oskarżona, reszta nie musi stać.
(Wszyscy siadają. Kobieta jeszcze chwilę siedzi, po czym powoli wstaje.)
S1 - Na mocy nadanej mi przez organizację GŁOMB i konstytucję, zgodnie z prawem obowiązującego kodeksu cywilnego, ogłaszam, iż obecna tu oskarżona Pelagia K., a wraz z nią wszystkie kobiety, które, jak wiemy, są takie same, dopuściła się wszystkich stawianych jej zarzutów. Kara za te barbarzyńskie czyny może być tylko jedna. Ogłaszam, a nasz wyrok jest nieodwołalny, iż wszystkie kobiety na całym świecie muszą zostać ukarane w trybie natychmiastowym. Ten komunikat roześlemy do wszystkich siedzib GŁOMB'a na całym świecie. Panowie. Zaczynamy eksterminację.